http://inforail.pl/blog.php?id=472
Pozwolę sobie wkleić ten fajny artykuł Bartosza Mazura:
Bartosz Mazur
Jeszcze w sprawie gliwickiego tramwaju, czyli o zagospodarowaniu przestrzennym i o wygaszaniu popytu
Temat gliwickich tramwajów jest z natury rzeczy bardzo „nośny” - w końcu obrana ścieżka jest na tyle „oryginalna”, że nawet podczas podróży zagranicznych spotykam się z żywym zainteresowaniem tym, co dzieje się w komunikacji zbiorowej Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Skoro rzeczywiście wszystkie światła skierowane są na Gliwice i moim zdaniem kuriozalną decyzję o likwidacji tramwajów, pozwolę sobie na kontynuację podjętego tematu.
Otoczenie przestrzenne funkcjonowania linii tramwajowej w Gliwicach w kontekście efektywności
Po ostatniej publikacji otrzymałem bardzo interesującą przesyłkę e-mailową dotyczącą rachunku ekonomicznego funkcjonowania tramwajów w Gliwicach. Mój Adwersarz (wielkie litery w pisowni nie są bynajmniej przypadkiem) ze smutkiem stwierdził, że niestety ekonomia z perspektywy miasta jest przeciwko tramwajom, choć bez wątpienia jest to cios w spójność systemu transportowego aglomeracji. Ale dla miasta – rozumie podjętą decyzję. Ja pozwalam sobie nie zgodzić z taką tezą, dodatkowo nie wytaczając ciężkiej broni ekonomicznej, bazując li tylko na prostej logice.
Gliwicki fragment sieci tramwajowej uważam za najbardziej przyszłościowy z całej kilkusetkilometrowej sieci. Uczono mnie prozaicznej wiedzy, że „co do zasady” przewozy są tam, gdzie są ludzie. Na typowo międzymiastowej sieci tramwajowej jest mnóstwo miejsc, gdzie tramwaj jedzie przez przysłowiowe pola. Dobrym przykładem jest linia nr 5, łącząca centrum Zabrza i centrum Bytomia – dziwnym trafem najmniejsze napełnienia są właśnie na dwukilometrowym odcinku pozbawionym jakiejkolwiek zabudowy. Tymczasem linia w Gliwicach jest praktycznie na całej długości solidnie „zabudowana”, przez co zawsze znajdą się potencjalni pasażerowie. Są różne metody pomiaru – jedni rysują dwie kreski na mapie w założonej odległości od linii tramwajowej i patrzą, na ile teren między tymi kreskami stanowią pola, lasy i inne nieużytki, a na ile zabudowa, inni stosują „metodę fotokomórki” i tworzą swoiste „zdjęcie” trasy analizując podczas przejazdu, ile czasu „fotokomórka” wycelowana w każdą stronę tramwaju trafiała na próżnię, a ile – na zabudowę. Dokładniejsze jest rysowanie kółek od każdego przystanku i analiza terenowa, czy w kółku (oznaczającym akceptowalną drogę dojścia) są raczej bloki czy też może raczej lasy…
Niezależnie od metody trasa przez Gliwice wypada(ła) wręcz znakomicie. Trudno mi znaleźć inny odcinek sieci, który miałby tak doskonałe (świadomie używam tego słowa) otoczenie przestrzenne. Owszem, może znalazłyby się jakieś dziwne blokowiska tu i ówdzie na terenie aglomeracji, ale w Gliwicach wręcz imponujące wrażenie robi jednostajność zabudowy na niemal całym odcinku (dawnej) sieci tramwajowej. Można w ciemno założyć, że niezależnie od miejsca, w którym wysiedlibyśmy w Gliwicach z tramwaju (poza nielicznymi wyjątkami) trafimy na otoczenie kilkupiętrowych bloków bądź kamienic, ciągnących się równym szpalerem wzdłuż drogi oraz gęsto w głąb terenu. Tak idealnych i tak zrównoważonych warunków dla eksploatacji tramwajów nie ma nigdzie w GOP.
Zatem – jeśli w Gliwicach tramwaj jest nieopłacalny, to tym bardziej w ogóle na Śląsku jest nieopłacalny. I przeciwnie, jeśli gdzieś na Śląsku tramwaj jest opłacalny, to tym bardziej jest on opłacalny w Gliwicach.
Dwa łyki techniki
Jako pasjonat komunikacji miejskiej oczywiście ostatnie dni sierpnia spędziłem jeżdżąc co nieco tramwajem po Gliwicach, wszak była to (dotąd) najrzadziej odwiedzana część tramwajowej pajęczynki GOP. I mając zjechaną całość sieci kilkakrotnie pozwolę sobie na stwierdzenie, że trudno o torowisko w lepszym stanie technicznym. Może jakieś świeżo remontowane odcinki wzdłuż Drogowej Trasy Średnicowej, może jakieś krótkie wstawki, ale ogólnie w GOP torowisko zmusza do trzymania się poręczy, podczas gdy na Daszyńskiego w Gliwicach czułem się jak… może nie jak w Zagłębiu Ruhry, ale zdecydowanie jak w Ostrawie.
Skoro zatem tak dobre torowiska w Gliwicach są nieopłacalne, to znacznie gorsze w pozostałych miastach tym bardziej powinny zostać uznane za nieopłacalne. I odwrotnie, jeśli powyginane na wszystkie strony tory w innych miastach mogą okazać się opłacalne – w tym większym stopniu opłacalne będą tory w Gliwicach.
Wygaszanie popytu a kwestia gliwickich tramwajów
Drugi temat, który nierozerwalnie wiąże się z gliwickimi tramwajami, to wygaszanie popytu. Termin ten dotąd był używany przede wszystkim w stosunku do działań Polskich Kolei Państwowych na liniach lokalnych, niektórzy naukowcy nawet pokusili się o opracowanie metod, jakimi posługiwali się decydenci, by skutecznie zniechęcać ludzi do korzystania z pociągów. Natomiast nie zetknąłem się z używaniem pojęcia „wygaszanie popytu” w stosunku do komunikacji miejskiej – ale czy na pewno słusznie?
Historia najnowsza tramwajów na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim jest pełna interesujących meandrów. Najpierw tramwaje, jako państwowe, bezpośrednio konkurowały o pasażera z autobusami, później – mimo pozostawienia państwowego charakteru własności majątku – zarządzaniem autobusami i tramwajami zajął się jeden podmiot. W końcu tramwaje skomunalizowano. Ale istotnym momentem było przejęcie zarządzania ofertą w komunikacji tramwajowej przez Komunikacyjny Związek Komunalny GOP w Katowicach. Miało to miejsce w początku 2000 roku. To przełomowa data, pozwala bowiem prześledzić dzieje oferty komunikacji tramwajowej w Gliwicach pod władzą konkretnego podmiotu, który realizuje określoną strategię, który został utworzony przez gminy w określonym celu, który ma za zadanie kreowanie efektywnej, zintegrowanej komunikacji miejskiej.
Pominę tu stadia pośrednie – w chwili przejęcia zarządzania ofertą komunikacji tramwajowej w Gliwicach w każdym kierunku przejeżdżało średnio 15 wagonów, w przeddzień likwidacji – zaledwie 9. W tym momencie nie trzeba zastanawiać się nad tym, czy przyjmować pojemności pojazdów dla normy 4 os/m2 czy 6 os/m2, ponieważ niezależnie od zastosowanych przeliczników pojemności faktem jest, że oferta została ograniczona o 2/5 stanu wyjściowego. To rzecz wręcz niewyobrażalna, jak bardzo mocno ograniczono zdolność przewozową tramwajów w Gliwicach. Dopiszmy do tego fakt, iż ograniczenie dotyczyło obszaru ścisłego centrum – było zatem jawnym zaprzeczeniem trendów wyprowadzania ruchu samochodowego poza centra. Dla lepszego wyobrażenia – wyobraźmy sobie dantejskie sceny, gdybyśmy wycięli 2/5 oferty w Alejach Jerozolimskich. Do tej pory wydawało mi się, że to właśnie w centrach miast powinno się w największym stopniu inwestować w transportu publiczny, pozostawiając peryferie dla systemu „Park & Ride” – tu widać postąpiono dokładnie odwrotnie, eliminując niemal połowę oferty z linii przebiegającej przez ścisłe centrum!
Nietrudno wyobrazić sobie scenariusz zmian – w efekcie pogorszenia oferty kolejni pasażerowie wybierają alternatywne możliwości przemieszczania się: samochód, autobus, rower, spacer… Zatem pasażerów robi się mniej i w tym momencie jest pretekst do kolejnej wycinki. Kolejni pasażerowie odchodzą i można powtórzyć procedurę eksterminacji – jakie to proste.
Najfajniejsze zawsze są tłumaczenia działań, które pełne są górnolotnych sformułowań w rodzaju „optymalizacji oferty” i „dostosowania do potoków pasażerskich”. Ja się zatem spytam wprost – w Gliwicach potok pasażerski zmniejszył się o 2/5 w przeciągu niespełna dziesięciu lat???
Na zakończenie…
Komisarz Wyborczy w Katowicach wyznaczył na 8 listopada datę referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miejskiej w Gliwicach. Czy to się uda – nie będę hurraoptymistą, sprawa jest bardzo trudna. W lokalnej polityce, a także w zarządzaniu komunikacją na szczeblu lokalnym jest w GOP potrzebny swoisty katharsis. Bo to nie jest kwestia takiej czy innej likwidacji – brak myślenia systemowego jest widoczny dosłownie na każdym kroku. Dlatego w gliwickim referendum dopatruję się przede wszystkim szansy na zmiany – mentalne. Choć wiem, że do sukcesu droga daleka, a samo odwołanie władz miasta to dopiero pierwszy krok, dalsze będą (mam nadzieję, że będą…) znacznie trudniejsze.

